Pragnę serdecznie podziękować za aktywny udział wszystkim uczestnikom piątkowego spotkania. W szczególności zaś Tomkowi Krawczykowi za zorganizowanie rzutnika i wyjątkową prezentację “Inwestowanie w praktyce, czyli jak poruszać się na światowych rynkach kapitałowych” oraz Michałowi Cachowi za ciekawe “Zarządzanie Twoim czasem wczoraj, dzisiaj jutro”.
Dziękuję!
Na spotkaniu wprowadziliśmy w życie – nowy rytuał – hugga: “Sukces od ostatniego fuzjowania.” jako naszą wersję “Sukcesu na co dzień” – proponowanego przez Tadeusza Niwińskiego w książce “Kluby sukcesu Teta w XXI wieku”. By rzucić na tę sprawę więcej światła – pozwolę sobie przytoczyć słowa autora:
“Jednym z elementów każdego spotkania klubowego jest “Sukces na co dzień”. Podczas tego rytuału uczestnicy kolejno wstają i krótko opowiadają o swoim ostatnim sukcesie – najlepiej z okresu od ostatniego spotkania. Może to być jakiś drobiazg, ale taki, który autentycznie cieszy. Oczywiście może to być także jakiś spektakularny sukces. Generalnie chodzi o odpowiedź na pytanie: Z czego się ostatnio najbardziej ucieszyłem, z czego jestem zadowolony? Celem tego ćwiczenia jest przyzwyczajenie się do zauważania pozytywnych spraw w swoim życiu. Wkrótce staje się to nawykiem i okazuje się, że umiemy się cieszyć z tego, co nas w życiu spotyka, Potem objawia się to nawet na zewnątrz: znajomi zauważają, że się częściej uśmiechamy. [...]
Zwyczaj świadomego mówienia pozytywnych rzeczy na zebraniach w pracy ma wpływ mobilizujący, wytwarza atmosferę, w której lepiej się pracuje, więcej osiąga, a pozytywnie nastawiony umysł koncentruje się na szukaniu odpowiedzi na pytania, co zrobić, żeby się udało, zamiast próbować wykazać, że rzeczywiście jest beznadziejnie i nic “nie ma prawa” się udać. Dobrzy kierwonicy wiedzą o tym doskonale, chociaż ciągle jest ich niewielu. [...]
Wypowiedź w rytuale Sukcesu na co dzień zaczyna się od przedstawienia się (co jest również dobrym ćwiczeniem nawyku zaczynania swoich wypowiedzi od przedstawienia się – jeśli nie było się zapowiedzianym przez kogoś innego). Jest to eleganckie. Wielu ludzi może nas nie znać, a nawet jeśli znają, nie przeszkodzi im usłyszenie naszego imienia i (lub) nazwiska raz jeszcze. Osoby, które wstydzą się wyraźnego przedstawiania, mają ewidentny problem z samouznaniem.”
Mam nadzieję, że na kolejnych “fuzjach” będziemy bawili się równie dobrze.
Pozdrawiam,
Konrad Kokurewicz